Na marsylskim bruku
 Oceń wpis
   

Kolejny dzień spędziłem na chodzeniu po mieście, lubię błądzić w labiryntach małych uliczek... by natknąć się na jakąś autentyczną, nie zadeptaną przez turystów część miasta... i tak napotkałem na dialog dwóch starszych marsylianek, które przez całą swoją krótką rozmowę powtarzały ça va, ça va, nie było ważne gdzie były, co się działo, istotne że wszystko "ça va".
Przeszedłem się po starym porcie, mijając pasące się krowy (tak te co były wcześniej w Warszawie), przyglądając się sprzedawcom świeżych ryb wprost ze starych Renówek.
Na końcu portu zaczepił mnie zagubiony paryżanin (to tylko 3h TGV), szukający plaży. Myślał, iż jestem stąd, a co najważniejsze potrafiłem mu wskazać cel i chwilę porozmawiać.
Następnie wspiąłem się na wzgórze górujące nad miastem i zwieńczone najważniejszym zabytkiem Marsylii "Notre Dame de la Garde", który podziwiamy podczas wieczornego obiadu.


Potem relaks, wyprawa na plażę i pierwsze pływanie. Zachwycające jest te połączenie miasta, serferów, zachodu słońca i gór. Dostrzegliśmy dwa boiska do siatkówki, z postanowieniem powrotu tu z odpowiednią piłką poszliśmy do domu.


Komentarze (0)
podróz za jeden uśmiech
 Oceń wpis
   

Przeszedłem sie przez główne aleje miasta, a potem już małymi uliczkami dotarłem na dworzec. Marsylia robi dobre wrażenie, ładne aleje, kamienice przypomniają te paryskie... ale okolice dworca... to obdrapane mury, zburzone budynki, hm obrazek jak z 3 świata.
Pojechałem do miejscowości AUBAGNE (20 km), skąd miałem mieć autobus AURIOL, oddalonego o kolejne 10 KM. NIestety ósemka, której rozkład znalazłem w internecie nie kursuje w wakacje. Poszedłem do informacji, dwie osoby przed 30stką starały mi się wytłumaczyć po francusku, gdzie znajdę inny autobus do mej destynacji.
Pani na kartce napisała stanowisko 1, zauważyłem takowe oddalone od nas o 20 metrów, ale tak na prawdę miała na myśli te na końcu, które nie ma żadnego numeru. Więc stanowisko 1 to tak na prawdę te za stanowiskiem 9, a że pierwsze od końca można je nazwac "1". Po polsku miałbym problem z ich zrozumieniem, a w języku obcym można byłoby mi wcisnąć, iż Kopernik była kobietą, zrzucając nielogiczne zdania na zbyt słabą znajomość obcej mowy. Dotarłem pod supermarket "CASINO" - punktu spotkania. Tam nie znalazłem automatu, skorzystałem wiec z roamingu + rozmowy miedzynarodowej aby przywolac sprzedawce roweru, ktory kupiłem na aukcji internetowej.
Przyjechał mój sprzedawca: Wesoły francuz, na nim tatuaże i wariacyjna broda oraz chyba trochę biżuterii:) Ze swojego starego (na pewno stukniętego z kilku stron, nie pamiętam jakby miał karoserie gładką i woskowaną jak auta w RP to by wzbudził zainteresowanie) Renualt express wyjął ładny górski Decathlon, 5 letni. Wszystko sprawnie chodziło, widać było rdzę na łańcuchu i hamulcach. mógłby tylko mieć większą ramę, ale przecież gdzieś trzeba było znaleźć sposób na redukcję kosztów. Pan sie przedstawił jak specjalista ds. rowerów i pewnie tak jest, tylko skoro francuz nie zwraca uwagi na zbity bok w aucie to na estetykę roweru również. Moja łamana francuszczyzna pozwoliła na 10 minutową rozmowę o wszystkim, ruszyłem mając jak się okazało nie dość dokładna mapę i zacząłem błądzić... co droga to poprowadzona po coraz to większej stromiźnie... jak po tym auto może jechać!
Drogi wg mapy nie znalazłem, ale na szczęście z czasem zacząłem omijać drogi, które poprowadziły mnie coraz to wyżej i wyżej lub niżej i wyżej...i zakończona na czyimś domostwie. Znalazłem jezdnię troche bardziej uczeszczana i w koncu o kilka kilometrow zblizylem sie do Marsylii. Trafilem na miasteczka z pieknym kwiecistym malym mostem, przy ktorym byla kamieniczka wylozona wszelkich kolorow mozaikami i wtopionymi wen rzeźbami 3D np. portal wieńczyła mozaikowa zyrafa
z szyją odstającą na prawie metr... nie wiem co to.. letnia rezydencja Ossyego OSborna czy lokalne muzeum sztuki nowoczesnej.
Następnie znalazlem boczna droge wzdluz starej linii kolejowej i to byla najciekawsza czesc podrozy. Tory porosniete borowkami (chyba?), kawalek dalej krzaki winogron, zerwalem 1 grono i pojechalem dalej. Jakis pan zebral wielki wor cos sliwkopodobnego... i po co przywozic konserwy z RP?
Widok stad byl imponujacy w 1 strone ladna prowansalaska miejscowosc, kawalek dalej fabryka, w tle gory. Przy drodze, wbity w drzewo stal rozbity porzucony samochod. Dalej jechalem czyms co mozna nazwac droga regionalna, na ktorej byl pas dla rowerow.
Zatrzymalem sie przy sprzedawcy warzyw, jak sie dowiedzial, iz jestem z Warszawy, to zaczal wychwalac miasto, a zwlaszcza okolice Centralnego, powtarzal jak tam ladnie. Nie wiedziałem o czy to poznanska, dworzec srodmiescie czy KDT go tak zachwycilo.
Jak przekroczyłem granicę Marsylii, myślałem, że zaraz będę w domu, jednak trasa się dłużyła... a ciągle widziałem to samo...droga i 2piętrowe budynki..mało interesujące.
Wykończony (przez te ganianie po górach na początku) dotarłem do hotelu... Mateusz mnie wyciągał na bieganie... a ja sie ruszać nie chciałem. Poszliśmy do pięknego parku.. on biegał, a liczyłem kólka...od razu bylo widac kto jest tu tylko od kilku dni :). Wokoł nas palmy, joggingujace smukłe postacie od lat 15 do 50, a w tle gory, pieknie. W srodku tej oazy pewne jakze egzotyczne zwierzęta: kury. U nas paw pełni tą rolę w ekskluzywnym parku, a kura to tylko głupie zwierzę kojarzone z PGRowską wsią. Może wszystko jest kwestią PRu? A gdyby tak na zielone salony Łazienek Królewskich zawędrowały kury?
Potem jeszcze na tarasie... kolacja przy francuskiej muzyce... Piaf, Dessin, Mano Solo i inni, ale z czasem francuski "repas du soir" zmieniał się w polską biesiadę i tak zaistniała na marsylskim tarasie ojczysta muzyka a prym wiódł zespół Kury:
"
Ach nie bądź indeferentną rasistką, choć okrutnie jedzie mi z ust.
Przestań pistować mnie paramentalnie, mimo, że wali mi, że kopie mi z ust. Hej!
"
Komentarze (0)
Marseille Marseille
 Oceń wpis
   



Kolejne lądowanie to Marsylia, do centrum dojechałem autobusem... mijałem szare przedmieścia aby dojechać do szarego betonowego dworca.. hm w zachodni w WAW robi lepsze wrażenie.
Jednak już nie długo, gdyż obok widać szklany terminal, który czeka na otwarcie. Spotkałem mego francuskiego gospodarza, w drodze do domu odwiedziliśmy market Monoprix, gdzie zrobiłem małe zapasy śniadaniowe:
tj. 1 kg twarogu, 16 jogurtów itp... tak taniej, no i tu trudno tu kupić np. 1 opakowanie.
Znam już trochę Francję i te same obrazki widzę co w Paryżu.. wytworna Madame ze swoim pudelkiem... brudne metro... ... pani w kasie marketu, która wygląda na najbardziej szczęśliwą na świecie i stara się rozdawać je wszystkim klientom.

W domu mała kolacja na tarasie...z widokiem na.. zwykłe bloki i... największy zabytek Marsylii, tutejszy odpowiednik paryskiej Sacre-Ceur, super. A po 30 minutach spacer.. tutejsza marszałkowską i świętokrzyską...na plażę. Jest już 22, kilkanaście osób pływało.. w tym matka z dziecmi... ja się jeszcze nie zdecydowałem. Wybrałem alternatywny i bardziej swojski sposób aktywnego spędzania czasu:

Komentarze (1)
Wniebowzięty
 Oceń wpis
   
"
– My z kolegą, często wędrujemy w powietrzu samolotami. A pani? Jak się czuje, pani Regino, w powietrzu?
– Całkiem, nie powiem. Całkiem możliwie.

"

Okęcie... po raz kolejny jestem na tym lotnisku, ale pierwszy raz od dawna jako ten który leci, a nie tylko odprowadzająco-odbierający. Kolejki wcale sie nie są ogromne, a do stanowisk LUFTHANSY, którą lecę to odprawiający czekają na odprawianych...
NA lotnisku spotkałem się z Ciocią z Kanady, która spędziła w Polsce miesiąc, korzystała z uroków naszych uzdrowisk i wszelkich usług spa, spotykała się z rodziną, a teraz wraca do domu. Prawdziwy active senior. Lot miała wprost do Toronto bezpośredni... hm...ile to może trwaaać?

W stroju PLUSa.... przechadzała się po hallu, rozmawiając przez telefon siatkarka MAłGOsia Glinka. Zdjęcia z nią niestety nie mam, szkoda, ale rozumiem, że znany sportowiec nie jest misiem niedźwiedziem z krupówek w Zakopanym, czy też Lechem Wałęsą z roku 1989.

Przeszedłem z bramkę kontrolną, ale musiałem moją wodę, gdzie było 0,15 l wypić od razu. OKazuje się, iż można wnieść 0,1 l, ale tylko tak małej butelce... możnabyło by sprzedawać takowe na lotnisku. Może ktoś zauważy tą niszę rynkową.
Wylądowałem w Monachium, gdzie miałem za 2h kolejny lot. Przeszedłem więc na stronę dla zwykłych ludzi... a tam...jeszcze na terenie lotniska... dwa boiska do siatkówki plażowej, na którym młodzi i smukli Niemcy i Niemki trenują... super... gdzie się nie ruszyć to siatkówka.
Miałem godzinę, chciałem wyjśc z terenu lotniska i budynków okalających (hotele, parkinki itp)... niestety kilkusetmetrowy spacer w każdą ze stron kończył się wjazdem na trasę tylko dla samochodów. A tak liczyłem, że natrafię na ogródki działkowe, gdzie starzy niemcy hodują ogórki.
Lotnisko Okęcie jest pod tym względem ciekawsze, tu 10 po wyjściu z hallu można spotkać poslkich seniorów hodujących warzywa i pielących ziemię. OK wiem wiem... że ogródków obok bym nie znalazł, ale może coś równie spektakularnego.
Komentarze (0)
wszystko, rano... Tesco
 Oceń wpis
   
O 6.30 wstalem z wlasnej woli, mim iz moglem jeszcze 2h spac... wolalem jednak ostanie sprawy przedwyjazdowe zrealizowac szybciej.
Uznalem, iz nie moge jechac bez slownika PL-FR i kilku innych mniej istotnych rzeczy,a szukanie ksiegarni zaraz przed poludniowym odlotem moze sie zle skonczyc. Pojechalem wiec do supermarketu calodobowego, przy kasie bylem 7.10.
SLownika nie nabylem, niestety tak niszowy jezyk, jakim jest francuski nie znajduje uznania u menedzerow TESCO, moze w AUCHAN?
Znalazlem za to dla siebie lekture.... dla mnie, ktory ksiazki czyta od swieta. Juz mialem w koszyku LALĘ - JACKA DEHNELa... ale uznalem iz 350 stron miszmaszu stylu, czasu, epok, i tresci.. nie jest lektura dla niedzielnego czytelnika. Dehnela chce przeczytac, ale moze w listopadzie.
Kupilem wiec dzieło R. Kapuscinskiego: Lapidarium nr 6, zaczalem czytac... i juz wiem, ze dobrze wybralem. Moge teraz szerzej patrzyc na Francje, bo do wlasnych spostrzezen z Polski dodaje i czytane rownolegle dzienniki Mistrza z jego podrozy po USA.



Tytuł następnego odcinka: WNIEBOWZIĘTY
Komentarze (0)
Ostatni dzień w (K)raju
 Oceń wpis
   
Jest 19,30 za chwilę "Dziennik Telewizyjny" zwany od tylko kilkunastu lat Wiadomościami. Powiniennem się pakować, co już czynię od kilku dni, ale właśnie się rozpakowałem....
ok już widać, iż blog ten nie ma cienia wytwornego stylu:
agatapassententer.blog.onet.pl
ani żywiołowości:
http://dorodoro.blog.onet.pl/
nie będzie się też można z niego dowiedzieć o finansach osobistych tyle co z:
http://maciejkossowski.bblog.pl/

Przed podróżą na południe Francji, jaką rozpocznę jutro... podzielę się spostrzeżeniami z dzisiejszej przejażdzki podmiejskim pociągiem... tak zatłoczonym... ledwo się z rowerem
wepchnąłem. Co robią ludzie... nie zapraszają przesuwając się tylko mówią, iż miejsc nie
ma. Jakiś chłopak został na peronie z rowerem. Ech... Polacy... zamiast się
zorganizować i ustawić bagaże z jednej, pasażerów z drugiej, rowery przy
ścianie to jakaś baba wracająca ze swym gachem z wesela, stoi przy wejściu i mówi, iż tak będzie stała bo gdzie indziej jej duszno. I tylko narzekają, iż pociąg krótki...iż polityk, proboszcz, minister, kierownik powinien o to zadbać. Taka to wada narodowa Polaków... każdy się przejmuje swoim ego i swoim kawałkiem podłogi w pociągu Kolei Mazowieckich. Nie mówię, iż ja nie jestem bez winy, przecież chłopak z rowerem został na peronie...
Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
Najnowsze wpisy
2008-07-11 00:11 Puławska...
2008-05-17 08:43 drugie poDANIE Justine Henin
2008-05-16 21:39 MMarcin świeTlicki
2008-05-14 22:10 Justine..
2008-05-13 22:53 No vas a tener una casa en la puta vida
Najnowsze komentarze
2012-03-20 22:07
WAW402:
nad jeziorem zegrzyńskim
Chyba śnię, Henia Melomana widuję ze dwa razy w tygodniu w bufetach telewizyjnych, z drugiej[...]
2012-03-04 15:22
Elżbieta Kozikowska:
nad jeziorem zegrzyńskim
Henia Melomana poznałam w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Od wielu lat był prawie na każdym[...]
O mnie
piwa2
Ahoj, jsem Radek a je mi 27 let vyšel jsem ze školy potom z průmyslovky nastoupil jsem do práce a potom jsem šel na vojny Když jsem se vrátil už jsem tušil že do práce půjdu jenom na krátko totiž že hudba je moje poslání A vidíš, tak ahoj, jsem Radek