PPP...ierwszy
 Oceń wpis
   
Efektem przejrzenia „jedynek” z listy Polskiej Partii Pracy pozwala na nagrodzenie (ale nie mandatem) i wyróżnienie poniższych kandydatów.

Pierwszą super jedynkę trzeba przyznać nazwisku ZIOBRO, poza rozpopularyzowanym krakowskim kandydacie nawet przez tego ZIOBRĘ (mówił o nim na konferencji prasowej), jest jeszcze dwóch kandydatów:
ZIOBRO Katarzyna Agnieszka
ZIOBRO Leszek Józef
Druga super jedynka, legendarne nazwisko związane z tym miastem: GWIAZDA
Trzecia super jedynka: BOROWSKI z Warszawy i Ex aequo WANIEK oczywiście pod Warszawą. A to zawsze były dwa silne nazwiska w tych okręgach. Co ciekawe pan Kwaśniewski był dopiero czwarty na liście, przypadek, czy polityczny zmysł?
Czwarta super jedynka to Piotr Polko, który okazał się ważniejszy niż Buzek (nr 2 na tej samej liście).


Wyróżnienia
ZDROJEWSKI Jacek Feliks
ANIOŁ Janusz Stefan
OLEKSY Alfred
BOROWSKA Henryka
OLSZEWSKI Mariusz Jacek
MAŁYSZ Iwona Izabela


Na liście wyróżnionych jest Iwona Izabela Małysz, o ile pamiętam to ta Iza od Adama chciała startować w wyborach, ale czy to Ta czy nie Ta, tu już trudno stwierdzić. No i numer z tym nazwiskiem jest już oklepany, Leszek Miller chcąc rozpopularyzowac swój rząd miał mianować ministrem rolnictwa panią o tym nazwisku. Przypomniało mi się, iż Wyborcza kiedyś wyszukiwała w książce telefonicznej osoby, które nazywają się tak jak słynni politycy, dzwonili i pytali jak to jest … aż dodzwonili się do tego Andrzeja Olechowskiego, któremu trudno było wytłumaczyć, iż on to on i nigdy nie zastrzegał numeru : )
Komentarze (0)
takie tam wyborcze reminiscencje
 Oceń wpis
   
O frekwencji każdy już napisał, a ja nie jestem nie przymierzając publicystą dziennika, nie mylić z publicystą „Dziennika” by co dzień z właściwą regularnością donosić o nowych wydarzeniach.
Ale cóż… podważałem sens nowych wyborów i… się pomyliłem. Frekwencja, nie jest rewelacyjna jak niektórzy ją nazywają, ale jest to wszakże rekord w elekcjach parlamentarnych!
Tajemnica frekwencji to może po prostu krótka kampania, która nie zdążyła na tyle zmęczyć wyborców. Do tego wybory jednak coś zmieniły. Odpadły partie skrajne, dotychczas druga partia wyprzedziła znacznie pierwszą.
To ja się może pochwalę: do obwodowych komisji wyborczych chodziłem zawsze kiedy żyję, w tym:
- referendum w PRL, w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, pamiętam tylko, że było.
- wybory 1989, kiedy to się pojawiła u mnie świadomość polityczna (przynajmniej wydaję mi się iż takową posiadam). Chodziłem na spotkania wyborcze, które najczęściej były w parkach, co ciekawe spotykałem na nich kolegów! Niespełna 10letnie brzdące, zamiast się uczyć, tudzież chodzić po drzewach interesowały się jak się budzi w Polsce demokracja.
- wybory 1990, tu wpierw byłem uwaga za Stanem Tymińskim, tym samym, który startował w roku 2000 i próbował w 2005, ostatnio był marginalną maskotką, a wtedy realnym kandydatem z nikąd. Do tej pory jest napis na mojej ulicy „Tymiński 25% to hańba”. Czy to nie jest znak, iż nasza demokracja dojrzała, przecież taki kandydat i jemu podobni teraz się nie liczą.
OK jednak szybko wspomniana świadomość polityczna kazała mi Stana zaprzestać popierać, a zainteresować się Tadeuszem Mazowieckim. Agitowaliśmy nawet z siostrą przez dwa tygodnie Babcię by zamiast na Wałęsę zagłosowała na pierwszego premiera III RP. I co… z dobrym skutkiem, przekonaliśmy Babcie!. Pana Lecha Wałęsę bardzo cenię, ale nigdy nie powinien być prezydentem.
Wybory prezydenckie 1995 – tu pamiętam zażarte dyskusje w licealnej klasie, kto powinien wygrać i tyle. Spory były nie mniejsze niż w całym kraju. Myślę, iż od tamtej pory i my i reszta kraju nabrała dystansu do polityki.

Referendum uwłaszczeniowe, o którym nikt nie pamięta, a pewnie wiele osób się nie wiedziało iż takowe się odbywa:
- było w czasie ferii zimowych
- dotyczyło bliżej nie wiadomo czego
- miało chyba 5 długich pytań… określone partie podpowiadały wyborcom głosuj 4x TAK raz NIE, tudzież 5 x NIE, albo napisz na karcie moje nazwisko… jak to proponował pewien nacjonalistyczny przywódca, o którym już IV RP nie pamięta.
Ja byłem wtedy na wyjeździe narciarskim, zrobiłem sobie przerwę poszedłem do obwodowej komisji chwile pooddychać wyborczym powietrzem i byłem pierwszym ich pierwszym gościem od dłuższego czasu, ale i tak bez praw wyborczych.

A teraz kiedy już uzyskałem bierne prawo wyborcze:
- wybory parlamentarne, przyszedłem z paszportem, bo z wyrobieniem dowodu zwlekałem niemal do 19 urodzin. Pani z kabiny obok do mnie się zwróciła by jej skreślić senatorów lewicy, bo dobrze nie widzi. Ja tak zrobiłem, co prawda, pewnie miała na myśli SLD, a ja skreśliłem pani również kandydatkę z Unii Pracy (wtedy to była znacząca partia, a nie jeden z ułamków LIDu).
- wybory samorządowe, pierwsze w których wybierało się bezpośrednio prezydenta. W wyborczy długi weekend byłem w Krakowie i wróciłem tak by zdążyć oddać głos. Nie mówię, iż specjalnie skróciłem wyjazd, ale był to jeden z powodów.
- najciekawsze ostatnie wybory prezydenckie, trafił mi się wyjazd służbowy do Gdańska od czwartku do niedzieli. Dowiedziałem się o nim w czwartek rano, ale zdążyłem między pracą o odjazdem pociągu pobrać zaświadczenie o możliwości głosowania poza miejscem zamieszkania. Nawet trochę naginając prawo pobrałem takowe dla kolegi (czego się nie robi dla ojczyzny), który mieszka w Gdyni, a prawa wyborcze ma w Warszawie.

Jak widać najczęściej moje głosowanie nie wiązało się z koniecznością większą niż przejście kilkuset metrów i ewentualnie pamiętaniu by odpowiednio wcześnie wrócić z weekendu.
Dlatego też podziwiam tych, którzy przebywają na emigracji i przejeżdżają pół kraju, który zamieszkują by oddać głos i jeszcze są gotowi stać w kolejce jak za PRLu. Tudzież wspomnianego kolegę z Gdańska, który przybył do Warszawy właśnie na wybory.
Komentarze (1)
Po debacie
 Oceń wpis
   

Szybko ocenię debatę, której widziałem tylko obszerne fragmenty, ale myślę, iż nie jestem pierwszym, który w III i IV RP bierze się za ocenianie czegoś z czym się dobrze nie zapoznał.

Widać, iż Donald Tusk walczy o wszystko, nie tylko dla siebie, ale i dla środowiska liberałów. Bo jak nie teraz to kiedy? Wiele przykładów wskazuję iż rzadko liberałowie wygrywają wybory, a chciałbym wiedzieć kiedy i w jakim kraju rządzili samodzielnie, a to jest realny cel PO. Formacje o takich przekonaniach w większości krajów są najwyżej mniejszymi koalicjantami.

Medialnie Donald był doskonały, merytorycznie co najwyżej minimalnie lepszy od lidera LiDu. Wiele słów prezesa PO mogło się podobać zwolennikom PiS, wiele także niezdecydowanym, jeśli frekwencja będzie wyższa niż dwa lata temu to m.in. dzięki panu Tuskowi. Ale czy nie zapomniał o swych naturalnych zwolennikach, liberałach z przekonania, czy aby Donald nie przeszarżował w walce o podbieranie głosów innym i czy właściwe są te starania się o zostanie premierem wszystkich Polaków?

Jeśli LiD osiągnie słabszy niż spodziewany wynik, a PO zdobędzie władzę, to symbolem tego stanie się ostatnia scena debaty, w której Donald Tusk wychodzi do Aleksandra Kwaśniewskiego i podając rękę życzy zdrowia. Czyżby szczyt (bo na pewno nie koniec) kariery politycznej byłego lewicowego prezydenta zamknąć miałby się w klamrach od debaty z Lechem Wałęsą i do dzisiejszej?

Komentarze (6)
Nowe wybory, tylko po co?
 Oceń wpis
   

III, IV, III i ½ czy też 3/4 RP nie ma parlamentu, ministrów również, a mimo to istnieje. Powinno tak pozostać po co nam nowe wybory?
Potrzebę ludu do wybierania wypełni „Taniec z Gwiazdami”, tu też przecież można zagłosować także na polityków, ale co najważniejsze zasady przeliczania głosów są jakże przejrzyste, jeżeli na Katarzynę Cichopek popiera 40822 osób, a Oliviera Janiaka 1102 to jasne jest kto odpada.
Ale w naszej elekcji parlamentarnej już nie… bo pierwsza liczba to ilość głosów oddana na Marka Borowskiego, który mandatu nie otrzymał, a druga na pana Jan Pawła Bednarka, który reprezentował naród przy poparciu 1102 krewnych i znajomych królika.
Czy w wyborach parlamentarnych 2007 będziemy pamiętali, iż nasze głosy są przeliczane według następującej metody która…. (cytuję za WIKIPEDIĄ):
„…polega na znalezieniu największych, kolejno po sobie następujących ilorazów liczby uzyskanych głosów. Podziału dokonuje się dzieląc liczbę głosów przypadających każdemu komitetowi przez kolejne liczby naturalne, a następnie z tak obliczonych ilorazów dla wszystkich komitetów, wybieranych jest tyle, ile jest mandatów do obsadzenia”

Ogłaszam więc manifest, by wyborów nie było póki nie znajdziemy lepszego pomysłu na naszą demokrację:

Po pierwsze: I tak wielu posłów znajdzie się w parlamencie dzięki maszynie losującej według ww. metody (przy bacznej kontroli Komisji Kontroli Gier i Zakładów vel. PKW).

Po drugie: My Polacy potrafimy wiele, tylko musimy się poruszać w odpowiednim i właściwie zarządzanym systemie patrz: reprezentacje siatkarzy i piłkarzy (dziś i wczoraj), polski hydraulik (obibok w kraju, zachwalany na zachodzie). Nie ma wątpliwości iż dzisiejszy systemie coś nie gra, a przecież nowe wybory to powtórka sprzed dwóch lat.

Po trzecie: mityczne: co to zmieni??? Nie jest przecież możliwe, aby któraś z partii otrzymała takie poparcie aby rządzić samodzielnie. A przecież trudno uwierzyć w nową jakość koalicji tworzonych w imię interesu narodowego.

Po czwarte: Za kilka dni premiera (co za idealny termin) serialu political fiction „EKIPA”.
Katarzyna Herman, Marcin Perchuć, Andrzej Seweryn i inni profesjonalni aktorzy na pewno lepiej „będą rządzić jesienią” (i każdą inną porą roku) niż nasi nieprofesjonalni politycy.
Komentarze (4)
Najnowsze wpisy
2008-07-11 00:11 Puławska...
2008-05-17 08:43 drugie poDANIE Justine Henin
2008-05-16 21:39 MMarcin świeTlicki
2008-05-14 22:10 Justine..
2008-05-13 22:53 No vas a tener una casa en la puta vida
Najnowsze komentarze
2012-03-20 22:07
WAW402:
nad jeziorem zegrzyńskim
Chyba śnię, Henia Melomana widuję ze dwa razy w tygodniu w bufetach telewizyjnych, z drugiej[...]
2012-03-04 15:22
Elżbieta Kozikowska:
nad jeziorem zegrzyńskim
Henia Melomana poznałam w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Od wielu lat był prawie na każdym[...]
O mnie
piwa2
Ahoj, jsem Radek a je mi 27 let vyšel jsem ze školy potom z průmyslovky nastoupil jsem do práce a potom jsem šel na vojny Když jsem se vrátil už jsem tušil že do práce půjdu jenom na krátko totiž že hudba je moje poslání A vidíš, tak ahoj, jsem Radek